Gdy w połowie roku 1997 Szczepan Sadurski przygotowywał do druku Dobry Humor – Dowcipy o Murzynach nie sądził, że sto pięćdziesiąta szósta publikacja z kawałami stanie się najbardziej znaną w historii wydawnictwa. Wkrótce ten numer stał się bohaterem głośnej sprawy sądowej, którą relacjonowały największe polskie media. Przypominamy tę publikację oraz tło historii sprzed lat
Dowcipy na tej stronie:
Skąd się biorą „rasistowskie” dowcipy?
„Dziś śmiejemy się w Murzynów. Wcale to nie oznacza, że jesteśmy rasistami i nie lubimy czarnoskórych ludzi. Po prostu – śmialiśmy się już z tylu tematów, a teraz przyszła kolej na Murzynów”. Wydawałoby się, że credo publikacji, początek redakcyjnego wstępniaka numeru 7(71) Dobrego Humoru z lipca 1997 osobom średnio inteligentnym wszystko wyjaśnia. Tymczasem nawet niektóre osoby wykształcone nie zrozumiały.
Internetu wtedy (w zasadzie) jeszcze nie było, materiały do druku trzeba było szukać w różnych miejscach. Źródłami były książki (wydane nie tylko w Polsce) oraz publikacje prasowe. Obecnie wystarczy wejść do Internetu i skorzystać z wyszukiwarki, ale teraz mamy inne czasy. Grunt, że Sadurski miał pecha i najciekawsze dowcipy jakie znalazł i opracował do druku, wstawił do oddzielnej publikacji którą niefrasobliwie nazwał: Dowcipy o Murzynach (choć mógł nazwać: Dowcipy o Afroamerykanach). W kraju, w którym w ostatnich latach XX wieku coraz mocniej liczono się z tzw. poprawnością polityczną, a znane od wieków słowo Murzyn zaczęto zastępować słowem „czarnoskóry”, skandal wisiał w powietrzu. Potrzebna była iskra, która zdetonuje wszystko.
Pobity Murzyn i jego hobby
Ta iskra pojawiła się we Wrocławiu. Jakiś pijany facet walnął w mordę czarnoskórego młodziana (który nieco wcześniej przyjechał tu studiować) i wybił mu zęba. Ewidentnie głupi, rasistowski wybryk. Czarny jednak obraził się na całą Polskę i zaczął wynajdywać oraz kolekcjonować wszystko, co w kraju nad Wisłą kojarzyło się mu z rasizmem. Wafelki w czekoladzie z Murzynkiem na opakowaniu, wierszyk o Murzynku Bambo który od dekad uczyli się polscy pierwszoklasiści na pamięć i dowcipy (pod warunkiem, że było w nich słowo: Murzyn).
Akurat wtedy ukazał się Dobry Humor z dowcipami o Murzynach. Chyba ktoś mu podpowiedział (a może sam wymyślił?), że gościu który mu wybił zęba, działał pod wpływem nie alkoholu, lecz przeczytanych dowcipów. Chciał za swoje cierpienia dostać od kogoś 100 tysięcy złotych (wtedy ta kwota miała sporo większą wartość niż teraz) i najlepiej jeśli zapłaci mu gazetka z dowcipami, bo wydała dowcipy o Murzynach czyli „szerzyła rasizm”.
Jak wspomina Sadurski, tego dnia zatelefonował do niego rano znajomy. – Czytałeś Wyborczą? Na 1-ej, 2-ej i 3-ej stronie piszą o tobie i o jakimś Murzynie. Leć do kiosku i kupuj Wyborczą.

Dowcipy o Murzynach w sądzie
To było w 1999 roku i wkrótce o sprawie informowały największe media. O pierwszej sprawie sądowej w Polsce, której bohaterami były dowcipy. Kilka miesięcy wcześniej Sadurski był na komisariacie i odpowiadał na pytania o to, czy wydaje dowcipy. Dzielnicowy zdziwiony że ma dużo ważnych spraw, a przydzielili mu jakieś dowcipy, spisał wszystko i obu rozmówcom wydawało się, że temat wyglądający na niepoważny, odejdzie na zawsze do lamusa. Początkowo uznano, że Sadurskiego powinno ścigać państwo, a gdy to się nie udało przeprowadzić – bezzębny złożył do sądu pozew prywatny i tak się złożyło, nie musiał za nic płacić – trwającą wiele miesięcy sądową sprawę sfinansowali wszyscy Polacy.
Miała ona kilka zwrotów, wiele dziwnych spraw wokół niej się działo, a prezes pewnej organizacji mocno zaangażowanej w temat, po jakimś czasie stał się postacią o której wszyscy mówili i codziennie przez wiele miesięcy oglądali w telewizorach, w kontekście aktualnej polityki. Jego kariera zaczęła się od dowcipów Sadurskiego; to wtedy poznał wielu ludzi i udzielał wielu wywiadów. Kto wie czy byłby tym kim został, gdyby nie gazetka Dobry Humor.
„Półkownik” i „obiektywizm” mediów
Do dziś Szczepan Sadurski ma dużo archiwalnych wycinków prasowych, a program nagrywany przez ekipę TVP która jeździła po Polsce wcale nie za darmo, jest najdłuższym „półkownikiem” w historii publicznej stacji (do dziś minęło już ćwierć wieku). Nie został nigdy wyemitowany, całkiem możliwe że dlatego, iż Sadurski okazał się satyrykiem, a nie rasistą (to dlatego Wyborcza odpuściła potem temat, choć miał się ukazać bardziej obiektywny artykuł, już po wyroku sądu).
Media nie spisały się z tym tematem jak należy. Satyryka Sadurskiego zarówno przed, jak i po zakończonej sprawie sądowej, traktowano jak trędowatego i poza jednym dziennikarzem nikt nie uznał, że warto go o coś zapytać i posłuchać co ma do opowiedzenia. Opinii publicznej przedstawiano tylko jedną stronę opowieści, biednego Murzyna bez zęba, gnębionego przez złych rasistów i wspieranego finansowo oraz prawnie przez szlachetnych ludzi, mających wsparcie największych i najmądrzejszych mediów kraju. Z jakichś powodów uznano, że to co ma do powiedzenia druga strona, nie będzie pasować do wszystkiego, co już o sprawie napisano. Bo „rasista” wcale nie jest rasistą, ale po co media mają robić ludziom mętlik w głowie i przyznawać się, że nie były bezstronne.
W każdym razie, sprawę po kilku latach zakończył Sąd Najwyższy uznając, że dowcipy są jak to się mówi „nie na miejscu”, ale nie mają takiej sprawczości, żeby wśród Polaków kreować rasizm, a Murzyn nie udowodnił w sądzie że był jakiś związek dowcipów z Dobrego Humoru z jego pobiciem, więc kasy nie przytulił. I słusznie, bo dowcipy nie są ani mądre ani głupie, ale śmieszne albo nieśmieszne i nie sąd jest od ich oceny.

Niebiescy, Rasiści i Muzeum Karykatury
Sadurski wydał wkrótce w Dobrym Humorze Dowcipy o Niebieskich – w dużej mierze te same dowcipy i rysunki, ale ze zmienionym kolorem skóry i słowem. Już nikt się nie obraził, bo kolor niebieski jest bezpieczny i nie kojarzy się nikomu z rasizmem. W kilku miastach pokazano satyryczną wystawę Rasiści-czarno na białym” – kilkunastu polskich rysowników satyrycznych pokazało po jednym rysunku o Murzynach. Wernisaże-happeningi nikogo nie zbulwersowały. Media nie chciały o nich informować, bo temat był „śliski”.
Minęło ponad 20 lat, w 2024 roku okładkę i jedną ze stron z rysunkami w powiększeniu, pokazano w Muzeum Karykatury na wystawie o Polsce lat 90-ych. Też nikogo nie zbulwersowała, bo czasy mamy inne.
Kultowe dowcipy o Murzynach mogą być twoje
Numer Dobrego Humoru o którym mówiła cała Polska, po 28. latach Sadurski wyszperał z archiwum. Teraz można go kupić w zestawie z innymi gazetkami sprzed wielu lat. Ilość zestawów ograniczona, więc jeśli chciałbyś dostać go do ręki i z wypiekami na twarzy poczytać zakazane kiedyś dowcipy – możesz je mieć na własność. Przeczytać osobiście i przekonać się, czy warto było uruchamiać polski mechanizm prawny dla żartów.
Co jest w gazetce? Pierwsza połowa stron gazetki wraz z okładką zajmują rysunki i dowcipy o Murzynach. Jest rubryka Dowcip Miesiąca czyli dowcipy na różne tematy, rubryka Reklamy TV na wesoło (kilka rysunków), Dowcipy o kwadratowych zającach (synonim dowcipów abstrakcyjnych, Instrukcja z korzystania z publicznego WC (ciekawe czy nadal może śmieszyć), krzyżówka, Dowcipna Poczta Dobrego Humoru (poczta od czytelników), Dobry Humor 5 lat temu (przypomnienie DH z dowcipami sportowymi z 1992 r.), Odzywki, konkursy. Gazetka z dowcipami, jak ponad 700 innych gazetek wydanych przez Sadurskiego, której treści mieszkaniec Afryki (chwilowo Wrocławia) wycenił na 100 tysięcy złotych.
Uwaga. W większości aktualnych zestawów gotowych do wysyłki jest ten numer, jednak nie możemy zapewnić na 100%, że będzie w tym, który otrzymasz. Na pewno dostaniesz 50 gazetek DH, o czym piszemy na stronie informacyjnej.
Dowcipy o Murzynach: (c) DobryHumor.pl
Zobacz też:
>
>


