Na początku XXI wieku, podczas wizyty na targach ezoterycznych w Warszawie, znany karykaturzysta Szczepan Sadurski usłyszał od wróżki coś, co wtedy potraktował z dystansem. Z kart tarota miała wynikać jedna, dość konkretna wizja: samotna podróż na koniec świata. Wróżka rzucała przykłady – Brazylia, a może Australia?
Sadurski nie przywiązywał do tego większej wagi. W tamtym czasie miał inne sprawy na głowie: pracę, projekty zawodowe, wyjazdy, codzienny rytm życia artysty, który częściej myśli o terminach niż o przepowiedniach.
Dowcipy na tej stronie:
Wróżka i cudowny „zestaw na zatoki”
Wizyta na targach ezoterycznych nie skończyła się tylko na spotkaniu z wróżką. Artysta kupił też zestaw preparatów na zatoki – problem, który znał od lat. Jak sam później przyznał, kupił go bardziej z ciekawości niż wiary w skuteczność.
Preparaty… nigdy nie zostały użyte. Przeleżały w szafce i po latach wylądowały na śmietniku. Ale to właśnie wtedy padły słowa, które – jak się później okazało – miały wrócić z zaskakującą siłą.
USA czy Wielka Brytania? Odważna decyzja
Kilka lat później życie zawodowe przyspieszyło. Pojawiły się międzynarodowe propozycje: wyjazd do USA jako artysta-satyryk oraz równolegle obowiązki związane z wystawą w Newcastle w Wielkiej Brytanii.
Oba wydarzenia nakładały się czasowo. Ostatecznie Sadurski wybrał Nowy Jork. Jak wspomina, był to intensywny wyjazd pełen spotkań, pracy i nowych kontaktów, w którym każdy dzień był wypełniony po brzegi.
To wtedy w jego życiowej historii pojawił się też projekt „Wesoły Wieżowiec”, a media zaczęły określać go jednym z najszybszych karykaturzystów świata.
Sadurski w Australii: kangury zamiast miejskiego zgiełku
Półtora miesiąca później pojechał na zaplanowany wcześniej festiwal PolArt do Melbourne. I to właśnie Australia miała stać się najbardziej „egzotycznym” rozdziałem tej historii.
Już pierwsze dni przyniosły obraz, który trudno pomylić z jakimkolwiek innym miejscem na świecie. Kangury w parkach, do tego typowy dla artysty rytm: rysowanie karykatur na żywo podczas wydarzeń polonijnych.
Kangur jak wiewiórka i pierwszy sylwester bez Polski
Melbourne zaskakiwało na każdym kroku, ale szczególnie jeden moment zapadł w pamięć: sylwester spędzony na przedmieściach miasta. Zamiast zimy – upał. Zamiast śniegu – letnia noc i impreza w Rowville.
W przerwie między rysowaniem pojawił się oczywisty problem: głód. Do wyboru został bigos albo tatar. Bigos się skończył. Padło więc na tatar – pierwszy w jego życiu. Jak wspominasatyryk, nie była to decyzja kulinarna, tylko „strategiczna”.
Czy wróżka miała rację?
Patrząc z perspektywy czasu, trudno nie wrócić do wróżby sprzed lat. Samotna podróż „na koniec świata” zaczęła nabierać zupełnie innego znaczenia. Australia – bardzo daleko od Polski, pierwszy tak odległy wyjazd świąteczny i sylwestrowy bez rodziny, praca w zupełnie innym rytmie i realne poczucie bycia na drugim końcu globu.
A jednak najciekawsze jest coś innego: nie sama przepowiednia, ale to, jak po latach zaczęła się „układać” w opowieść. Bo – jak mówi Sadurski – życie czasem przypomina puzzle. Tyle że nie zawsze wiadomo, gdzie jest pudełko z obrazkiem.
Sadurski w Australii: (c) DobryHumor.pl
Zobacz też:
> Wschodząca gwiazda karykatury – czyli francuski magazyn o Szczepanie Sadurskim
> Sadurski zdradza kulisy współpracy z Rzecznikiem Praw Obywatelskich


