Czym były „Szpilki”? O słynnym tygodniku satyrycznym i współpracy z nim, wspomina Szczepan Sadurski, rysownik tego tytułu, publikujący tu dużą liczbę swoich prac w latach 80.
Dowcipy na tej stronie:
Pismo Mitznera i Lipińskiego
Szpilki. Dla wielu pań rodzaj obuwia, w którym czują się mniej wygodnie, ale bardziej seksownie. Dla mnie i wielu osób mojego pokolenia (i pokoleń starszych), to najlepszy punkt odniesienia dla polskiej satyry. Czasopismo satyryczne stworzone przez Zbigniewa Mitznera i Eryka Lipińskiego w 1935 r. odżyło po wojnie i funkcjonowało przez kilka kolejnych dekad. Przeżyło konkurencję, choć w okresie międzywojennym tego typu periodyków była całą masa.
Miałem to szczęście, że jako młodziutki rysownik satyryczny trafiłem do „Szpilek” jako osiemnastolatek. W połowie lat 80. drukowałem w nim masę rysunków, do tego zostałem nagrodzony Srebrną Szpilką’85, a rok później Złotą Szpilką’86. Choć na przestrzeni istnienia tytułu byłem jednym z wielu twórców, dziś jestem wymieniany wśród tych najważniejszych.
Warszawskie „Szpilki” i łódzka „Karuzela” – konkurencyjny tandem, który dawał Polakom uśmiech
„Szpilki” zawsze były redakcją, do której niełatwo było się dostać, a jeszcze trudniej utrzymać na łamach na dłużej. Początkowo uważałem, że to za wysokie progi, jak na młodziana z Lublina i wystartowałem do konkurencyjnej „Karuzeli”. Ona jednak była zapchana „swoimi” autorami, mnie musiał wystarczyć talent. W ciągu półtora roku rysowania i wysyłania rysunków do „Karuzeli”, wydrukowali tylko trzy moje rysunki – dokładnie co pół roku jeden. Widocznie te wydrukowane rysunki były dobre, bo przedruków w zagranicznych pismach satyrycznych było dwa razy więcej.
A tygodnik „Szpilki”? Trafiłem do redakcji osobiście, zostawiłem pierwsze rysunki, wkrótce debiut, rysowanie, dostawa kolejnych rysunków. W półtora roku wydrukowali kilkadziesiąt, a w sumie ze dwieście. Do tego moje rysunki drukowało wiele innych gazet ogólnopolskich. Żartowano, że niedługo moje rysunki każdemu będą wyskakiwać z lodówki.
Nie wiem, czy ktoś w „Karuzeli” potem nie żałował. Mogli mieć rysunki Sadurskiego, ale nie chcieli. Trafił do warszawskiej konkurencji. Ja na pewno nie żałowałem.
Tygodnik „Szpilki” – satyryczny Olimp
„Szpilki” niejednemu otwierały drzwi do kariery – o ile wiedział jak temu pomóc. Ja wiedziałem. „Szpilki” były czytane przez elity, także dziennikarskie w Warszawie. Jak drukowali cię w „Szpilkach” często – znaczy byłeś dobry. Wiele redakcji też chciało takiego autora drukować. Byłeś znany, polecany. Dziś niezbędne są social media i siedzenie przy komputerze lub smartfonie z Internetem. Wtedy wystarczyło trafić do „Szpilek”.
W „Szpilkach” zostałem polecony „Gazecie Młodych”. Dostałem pół etatu, stałe miejsce w każdym numerze i dodatkowe możliwości (w Moskwie otworzono ekspozycję moich rysunków). Po latach dzięki „Szpilkom” trafiłem do… Australii. Szukano ilustratora książki satyryka, który kiedyś drukował w „Szpilkach” i najlepszą opcją było skontaktowanie się z kimś, kto w „Szpilkach” drukował rysunki. Zrobiłem ilustracje, wkrótce byłem na promocji książki w ratuszu Melbourne, do tego spotkania autorskie i pokazy rysowania karykatur.
Do dziś wiele starszych dziś osób, kojarzy mnie ze „Szpilkami”. A jeśli z nimi – to równocześnie z jakością rysunków i talentem. Do dziś najsłynniejsze polskie pismo satyryczne ma swój czar, choć tych, którzy o nim słyszeli i je znają – jest coraz mniej.
Oprawione roczniki „Szpilek”
W redakcji co roku introligatorsko oprawiano każdy kolejny rocznik. Wielkie segregatory stały na półkach, w archiwum na najwyższej kondygnacji. Na samą górę po szerokich, krętych schodach prawie nie trafiałem, ale widziałem.
Gdy „Szpilki” przestały się ukazywać, rozparcelowano te zbiory między ówczesnych etatowych autorów. Jeden z tych kompletów trafił wkrótce do mnie – kupiłem go od jednego ze spadkobierców.
I choć to było już jakieś 20 lat temu, oprawione roczniki kultowego tygodnika wciąż na mnie czekają. Któregoś razu znajdę czas i zagłębię się w tej satyrycznej kopalni polskiego humoru.
Tygodnik Szpilki: (c) Szczepan Sadurski / DobryHumor.pl
Zobacz też:
> Zasadzka w Modlinie i tajna misja czyli rysunkowy desant w Hanowerze
> Słynni polscy karykaturzyści we wspomnieniach Szczepana Sadurskiego


