polityk satyra wplyw satyry na polityke
polityk satyra wplyw satyry na polityke
w

Śmiech, który rozdaje polityczne karty

Czy program rozrywkowy może mieć większy wpływ na wyborców niż debata polityczna? Pytanie brzmi prowokacyjnie, ale historia brytyjskiej i amerykańskiej telewizji pokazuje, że nie jest pozbawione sensu.

Polityk może przez godzinę tłumaczyć swój program, przedstawiać dane, odpowiadać na pytania dziennikarzy i wygłaszać starannie przygotowane przemówienie. A potem jeden komik może w ciągu dwóch minut sprowadzić jego publiczny wizerunek do jednej miny, charakterystycznego gestu albo absurdalnego zdania. Tak działa satyra polityczna.

Przez dziesięciolecia przeszła drogę od rysunku w gazecie i krótkiego skeczu do centrum kultury masowej. W Wielkiej Brytanii ogromną rolę odegrał program Spitting Image. W Stanach Zjednoczonych jednym z najważniejszych laboratoriów politycznej parodii stał się Saturday Night Live.

Oba programy pokazały coś bardzo ważnego: satyryk nie musi zmieniać poglądów wyborcy. Czasami wystarczy, że zmieni obraz polityka w jego głowie.

W 1984 roku brytyjska telewizja pokazała program, którego bohaterami były… gumowe kukiełki. Brzmi jak niewinna zabawa dla dzieci. Tymczasem Spitting Image szybko stało się jednym z najbardziej bezlitosnych narzędzi satyry politycznej w Wielkiej Brytanii. Program wykorzystywał groteskowe podobizny polityków, członków rodziny królewskiej i celebrytów. W szczytowym okresie oglądało go nawet około 15 milionów widzów.

To była niezwykła sytuacja. Politycy, którzy na co dzień kontrolowali własny wygląd, przemówienia i konferencje prasowe, nagle trafiali do świata, w którym nie mieli żadnej kontroli nad swoim wizerunkiem.

Margaret Thatcher – premier jako dominatorka

Jedną z najbardziej pamiętnych postaci Spitting Image była Margaret Thatcher. Karykatura premier Wielkiej Brytanii przedstawiała ją jako niezwykle dominującą postać, często otoczoną mężczyznami ze swojego gabinetu. Jej polityczna siła została zamieniona w cechę niemal fizyczną: Thatcher była w satyrze kimś, kto po prostu rządzi wszystkimi. To ważne, ponieważ dobra karykatura nie musi wymyślać charakteru od zera. Najczęściej bierze jedną istniejącą cechę i podkręca ją do granic absurdu.

Tak działała również karykatura Johna Majora. Premier, który w rzeczywistości był politykiem znacznie bardziej złożonym, został zapamiętany między innymi jako szara, pozbawiona wyrazu postać jedząca groszek. Trudno o lepszy przykład tego, jak satyra potrafi stworzyć skrót osobowości polityka. Badacze i historycy programu zwracają uwagę, że groteskowe przedstawienia Spitting Image mogły utrwalać określony obraz osób publicznych w świadomości widzów.

Czy jednak kukiełki naprawdę niszczyły polityków? Tutaj odpowiedź jest bardziej skomplikowana. Thatcher i konserwatyści odnosili w latach 80. sukcesy wyborcze, mimo że Spitting Image bezlitośnie ich atakowało. Nie ma więc prostego dowodu, że oglądanie programu automatycznie przekładało się na głosowanie przeciwko przedstawianym w nim politykom.

Ale program zrobił coś innego. Utrwalił sposób patrzenia na polityków. A to może być równie ważne jak zmiana preferencji wyborczych.

Jeżeli Spitting Image było brytyjską fabryką politycznych karykatur, jego amerykańskim odpowiednikiem stało się Saturday Night Live. Program wystartował w 1975 roku i niemal od początku wykorzystywał politykę jako materiał komediowy. Jednym z pierwszych wielkich bohaterów był prezydent Gerald Ford, którego parodiował Chevy Chase, przedstawiając go jako wyjątkowo niezdarnego polityka.

Co ciekawe, Ford sam pojawił się później w programie – w 1976 roku, jako pierwszy urzędujący prezydent występujący w SNL. I tutaj pojawia się niezwykle ciekawy mechanizm. Polityk może zostać ofiarą satyry, ale może również spróbować ją oswoić. Może wejść do programu. Może zażartować z samego siebie. Może pokazać, że ma dystans. A widz może pomyśleć: „Właściwie całkiem sympatyczny człowiek”.

Sarah Palin i Tina Fey – kiedy parodia staje się rzeczywistością

Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów była kampania prezydencka w 2008 roku. Kandydatką na wiceprezydenta u boku Johna McCaina została Sarah Palin. Jej telewizyjny wizerunek szybko stał się materiałem dla Tiny Fey, która w SNL stworzyła niezwykle charakterystyczną parodię Palin. Podobieństwo było tak duże, a sposób mówienia tak dobrze odtworzony, że granica między prawdziwą Palin a jej telewizyjnym odpowiednikiem zaczęła się zacierać.

I stało się coś jeszcze bardziej niezwykłego. W obiegu zaczęły funkcjonować wypowiedzi, których Palin nigdy nie powiedziała. Najbardziej znany przykład to zdanie „I can see Russia from my house!”. To nie był cytat Palin, lecz żart Tiny Fey. Mimo to część odbiorców zaczęła przypisywać go prawdziwej kandydatce. To jest właśnie moment, w którym satyra przestaje być wyłącznie komentarzem.

Staje się częścią rzeczywistości politycznej.

Badania i analizy dotyczące efektu parodii Fey wskazywały, że skecze miały ogromny zasięg, a ich znajomość wśród wyborców była bardzo wysoka. Jedno z badań cytowanych wówczas przez media wskazywało również na spadek ocen Palin wśród części niezdecydowanych wyborców po kontakcie z parodią.

Nie oznacza to oczywiście, że Tina Fey „przegrała wybory za Palin”. Polityka jest znacznie bardziej skomplikowana. Ale przypadek Palin pokazuje, że polityczny wizerunek może zostać przejęty przez kulturę popularną.

Satyra ma więc dwie twarze. Pierwsza jest oczywista: uderza w polityków. Pokazuje ich hipokryzję, niekompetencję, pychę, gafy i oderwanie od rzeczywistości. Zdejmuje z nich garnitur i pokazuje człowieka w absurdalnej sytuacji.

Ale istnieje też druga twarz. Satyra może polityka normalizować. Występ w programie komediowym pozwala kandydatowi pokazać ludzką twarz. Polityk może się śmiać z własnych wad, zagrać samego siebie albo wystąpić w skeczu. To bardzo wygodne. Dziennikarz może zapytać o inflację, podatki, wojny czy odpowiedzialność za decyzje rządu. Komik może zapytać o coś zupełnie innego. Na przykład: „Czy umiesz tańczyć?” Publiczność się śmieje. Polityk się uśmiecha. I nagle trudny kandydat staje się sympatycznym człowiekiem z telewizji.

Nie jest to wyłącznie teoria. Współczesne analizy amerykańskiego humoru politycznego wskazują, że politycy chętnie pojawiają się w programach komediowych właśnie po to, by humanizować swój wizerunek, choć jednocześnie ryzykują, że zostaną przedstawieni jako śmieszni.

To ryzykowna gra. Satyra może być tarczą. Ale może też być pułapką.

Tu pojawia się najtrudniejsze pytanie. Co dzieje się z satyrą, kiedy staje się wielkim biznesem? Program telewizyjny ma producentów, budżet, reklamodawców, właściciela stacji, widownię i wynik finansowy. Satyryk może być bezkompromisowy, ale program jako całość funkcjonuje w określonym systemie medialnym.

Wtedy pojawia się pokusa, aby zamiast pytać „kogo należy zaatakować?”, zapytać: „Co najlepiej zadziała na naszą publiczność?” To subtelna, ale fundamentalna różnica. Badania dotyczące amerykańskich programów late-night pokazują, że polityczny humor często koncentruje się na prezydencie i najważniejszych kandydatów, a jednocześnie bywa mniej zainteresowany szczegółową analizą konkretnych problemów.

Współczesny problem jest jeszcze bardziej skomplikowany, ponieważ odbiorcy coraz częściej korzystają z programów komediowych jako źródła informacji o polityce. W efekcie satyrycy zaczęli pełnić częściowo funkcję komentatorów politycznych.

I wtedy pojawia się kwestia stronniczości. Czy satyra rzeczywiście śmieje się ze wszystkich? Czy może z jednych polityków robi groteskowe potwory, a innych przedstawia jako sympatycznych ludzi z wadami? To pytanie jest szczególnie istotne w spolaryzowanych Stanach Zjednoczonych. Badania nad odbiorem satyry pokazują, że widzowie mogą zupełnie inaczej interpretować ten sam żart w zależności od własnych poglądów politycznych. Innymi słowy: nawet jeśli satyryk uważa, że żart jest neutralny, publiczność może go tak nie odebrać.

W przypadku współczesnego amerykańskiego late-nightu część badaczy zauważa również coraz wyraźniejszą polityczną orientację tego gatunku, szczególnie w okresie rządów Donalda Trumpa. I tu satyra wchodzi na bardzo cienki lód. Bo jeśli komik codziennie atakuje jedną stronę politycznego sporu, może przestać być postrzegany jako ktoś stojący nad polityką, a zacząć funkcjonować jako uczestnik politycznej wojny.

To chyba najbardziej interesujący paradoks satyry politycznej. Jeżeli polityk jest wściekły na satyryka, satyryk prawdopodobnie trafił w czuły punkt. Jeżeli polityk boi się żartu, oznacza to, że żart ma znaczenie.

Ale co, jeśli polityk przychodzi do programu, śmieje się z własnej karykatury i dostaje od publiczności ogromne brawa? Czy wtedy satyra nadal go atakuje? A może właśnie pomogła mu zbudować wizerunek człowieka z dystansem?

Historia Spitting Image pokazuje, że nawet niezwykle popularna satyra nie musi automatycznie zmienić wyników wyborów. Z kolei przypadek Tiny Fey i Sarah Palin pokazuje, że parodia może tak mocno zakorzenić się w kulturze, że zaczyna wpływać na sposób, w jaki odbiorcy zapamiętują prawdziwego polityka. To dwie różne formy wpływu. Jedna zmienia głosowanie. Druga zmienia pamięć. A pamięć polityczna bywa potężniejsza, niż się wydaje.

Brytyjska i amerykańska satyra polityczna udowodniły, że karykatura może być czymś znacznie większym niż żartem. Kukiełka Margaret Thatcher, szary John Major jedzący groszek czy Sarah Palin grana przez Tinę Fey nie są już tylko elementami programów telewizyjnych. Stali się częścią kulturowej pamięci.

Satyra może złamać wizerunek polityka, ale może też go stworzyć. Może obnażyć hipokryzję, ale może również zamienić poważny problem w sympatyczną wadę charakteru. Może być wentylem bezpieczeństwa demokracji, a jednocześnie stać się częścią medialnego establishmentu.

Dlatego niezależny satyryk powinien uważać szczególnie na jeden moment. Nie wtedy, gdy polityk się obraża. Nie wtedy, gdy wysyła protest. Nawet nie wtedy, gdy grozi pozwem. Najbardziej niebezpieczny jest moment, gdy wyśmiewany polityk zaczyna klaskać. Bo wtedy warto zadać sobie pytanie: Czy właśnie go pokonaliśmy? Czy może właśnie pomogliśmy mu wygrać? I być może właśnie w tej niepewności tkwi największa siła dobrej satyry.

Wpływ satyry na politykę: (c) DobryHumor.pl / CH

Zobacz też:
>
>

Wenezuela satyrycy w Wenezueli

Najlepsi satyrycy w Wenezueli. Kto rozśmiesza Wenezuelczyków?

blokada polskich stron z dowcipami kogut Galijski goni Polaków

Czy Paryż boi się DobryHumor.pl? Tajemnicza blokada na lotnisku