Dziś organizatorzy wydarzeń korzystają z mediów społecznościowych, reklam internetowych i agencji PR. Czterdzieści lat temu wystarczył jeden tekst opublikowany w popularnym tygodniku. Redakcja „Veto” zaprosiła czytelników, dziennikarzy, fotografów i rysowników na wernisaż wystawy, obiecując szampana i drobne upominki. To ciekawy przykład promocji z czasów PRL.
Dowcipy na tej stronie:
Jedna informacja zamiast kampanii reklamowej
W latach 80. nie było Facebooka, Instagrama ani wydarzeń internetowych. Informacje o wystawach, koncertach czy spotkaniach trafiały do odbiorców głównie za pośrednictwem prasy.
Jeżeli gazeta miała kilkusettysięczny nakład, jedno ogłoszenie mogło dotrzeć do większej liczby osób niż współczesna kampania reklamowa prowadzona w mediach społecznościowych.
Tak właśnie postąpiła redakcja Tygodnika Każdego Konsumenta „Veto”.
Szampan i znane nazwiska
Ogłoszenie nie ograniczało się do podania miejsca i godziny rozpoczęcia wystawy.
Redakcja zaprosiła z imienia i nazwiska znanych grafików, karykaturzystów, fotoreporterów i dziennikarzy. Wśród nich znaleźli się m.in. Szymon Kobyliński, Eryk Lipiński, Jerzy Flisak czy Wojciech Plewiński.
Na końcu dodano zdanie, które dziś brzmi niemal egzotycznie: „Redakcja, poza szampanem, przygotowała drobne pamiątki i upominki.”
Publiczne zaproszenie
Wśród zaproszonych znalazł się również młody lubelski rysownik Szczepan Sadurski, który publikował wtedy swoje rysunki w „Veto”.
Jego nazwisko zostało wydrukowane w gazecie obok uznanych twórców – około 20 dziennikarzy, fotografów prasowych i karykaturzystów. Było to nie tylko zaproszenie na wernisaż, ale także forma publicznego wyróżnienia autora, który dopiero budował swoją pozycję na rynku prasowym.
Wernisaż bez internetu
Dziś podobne wydarzenie byłoby organizowane inaczej. Powstałaby strona internetowa, wydarzenie na Facebooku, reklamy w Google i mediach społecznościowych. Pojawiliby się patroni medialni oraz sponsorzy. Wymagałoby nakładów finansowych, pracy doświadczonego zespołu ludzi oraz dużo czasu.
W 1984 roku wystarczyło kilka akapitów opublikowanych w popularnym tygodniku. To pokazuje, jak wielką siłę miała wówczas prasa drukowana.
Dlaczego ten anons jest dziś ciekawy?
Po ponad czterdziestu latach wycinek prasowy z informacją o wernisażu, jakie znalazł w swoim archiwum Szczepan Sadurski, stało się historycznym dokumentem. Pokazuje nie tylko sposób organizowania wydarzeń kulturalnych w latach osiemdziesiątych, ale również przypomina nazwiska osób, które tworzyły polskie środowisko dziennikarskie, fotograficzne i satyryczne tamtych lat.
Dla historyków mediów takie materiały są często cenniejsze niż późniejsze wspomnienia uczestników wydarzenia.
Wernisaże kiedyś i dziś
Zmieniły się sposoby promocji, ale cel pozostał ten sam – skutecznie zachęcić ludzi do przybycia i spotkania ze sztuką.
Dawniej robiła to gazeta drukowana, dziś internet. Archiwalne ogłoszenie tygodnika „Veto” pokazuje, że pomysłowe zaproszenie, odrobina humoru i obietnica wspólnego toastu potrafiły skutecznie przyciągnąć gości.
Zaproszenie na wernisaż: (c) DobryHumor.pl
Na ilustracji: wineta Tygodnika Każdego Konsumenta „Veto” oraz fragment jednego z rysunków Szczepana Sadurskiego, taki tam opublikowano.
Zobacz też:
> Kulisy lubelskiej prasy, której już nie ma
> Karykatury na pikniku TVP, na Woronicza 17


